0

Korwin-Mikke wprost: „Ukraina stanowi dla Polski ogromne potencjalne zagrożenie!”

Share

Ludzie często pytają: „Jest Pan zwolennikiem zimnej, wyrachowanej polityki; dlaczego twierdzi Pan, że w interesie Polski leży, by Ukraina tej wojny nie przegrała – a nawet lekko wygrała?”
Jest to dobre pytanie. Jak w ogóle trzeźwo myślący Polak może w tej wojnie stać po stronie Ukrainy?

Przecież walczą ze sobą dwa prawosławne, post-komunistyczne, państwa, z których jedno ma do Polski poważne roszczenia terytorialne – o całe Zasanie, aż po Tarnów – a drugie żadnych? Obydwa były pod okupacją Związku Sowieckiego – ale żadna rosyjska organizacja nie wymordowała ponad 100.000 Polaków by zrobić miejsce dla Rosjan. Rzezi na Wołyniu dokonały siły OUN/UPA sprzymierzone z hitlerowcami – ale po stronie Hitlera walczył też batalion ROA i cała brygada RONA – i nic takiego nie miało miejsca, choć w Republice Łokockiej mieszkało sporo Polaków!!

Zostawmy przeszłość (acz argumenty historyczne są często używane) i przejdźmy do geopolityki. Ukraina ma aż dwa potężne okręgi przemysłowe (Donbas i Krzywy Róg), bardzo urodzajne ziemie, większe terytorium i więcej ludności, niż Polska – a wojska Republiki Ukraińskiej dzielnie walczą w wojskami Federacji Rosyjskiej. Podobnie jak Polacy, Ukraińcy wyznają Teorię Dwóch Wrogów (Rosji i Polski) – z ta różnicą, że są biedniejsi od Polaków, więc ich boje z wrogami są znacznie bardziej energiczne.

W sumie: Ukraina stanowi dla Polski ogromne potencjalne zagrożenie. Dlatego od 50 lat tłumaczę: w interesie Polski leży istnienie niepodległej Białorusi i Ukrainy, które by oddzielały nas od Rosji – i ta Ukraina może być wroga Polsce, byle nie była za silna i była wroga również Rosji. Rosję zaś należy traktować jako potencjalnego sojusznika – gdyby Ukraina chciała przedsięwziąć jakieś konkretne kroki militarne przeciwko Polsce.
I taką wymarzoną przeze mnie sytuację mamy dzisiaj!

Po pierwsze: w latach 70.tych zakładałem, że ta Ukraina będzie jednak nieco słabsza od Polski. Obecnie wskutek wysiłków Zachodu SZU są znacznie silniejsze od WP – i pokonanie Polski zajęłoby im mniej czasu, niż w swoim czasie Hitlerowi (nb. sami oddaliśmy jej sporo własnego uzbrojenia, z dwiema setkami czołgów na czele…) – w dodatku Ukraińcy są nastawieni znacznie bardziej nacjonalistycznie – podczas gdy połowa Polaków jest pod wpływem ideologij lewicowo-kosmopolityczno-unijno-pacyfistycznych głoszonych przez PO i Lewicę. W dodatku, jak już wspomniałem, Polacy są bogatsi – a zatem mniej agresywnie nastawieni.

Po drugie: w wyniku ogromnej, debilnej, ustawicznie podsycanej przez kolejne post-piłsudczykowskie rządy, propagandy Polacy są coraz skrajniej anty-rosyjscy – ale też Rosjanie, którzy jeszcze 15 lat temu byli do Polski nastawieni neutralnie-życzliwie – obecnie domagają się siłowego poskromienia Polski. Nawet JE Włodzimierz Putin, zimny i wyrachowany polityk, z trudem powstrzymuje odruch niechęci i obrzydzenia, gdy wspomina o Polsce. Obawiam się, że w przypadku coraz bardziej prawdopodobnego konfliktu polsko-ukraińskiego Moskwa odsunęłaby na bok rozważania o korzyściach geopolitycznych – i z satysfakcją kibicowałaby bratniemu narodowi ukraińskiemu rozprawiającemu się z „pańską Polską”.
Diabeł tkwi w szczegółach – i te dwie drobne różnice powodują dużą zmianę oceny sytuacji. Dlaczego jednak, zamiast starać się to zmienić, twierdzę, że w tej wojnie interes Polski leży w lekkim zwycięstwie Ukrainy („lekkim” – bo w przypadku katastrofy Rosji, po przyłączeniu Kubania i okolic Donu, zwycięskie wojska ukraińskie staną z rozpędu pod Przemyślem, Rzeszowem i Tarnowem)?
Przyczyną jest Białoruś.

Jeśli nawet ktoś i JE Aleksandra Łukaszenkę i JE Włodzimierza Putina uważa za wrogów – to powinien pamiętać, że wroga należy dzielić, a nie łączyć. Tymczasem nie tylko w Polsce, ale i na Zachodzie propaganda anty-łukaszenkowska była nawet silniejsza, niż any-putinowska – bo z prezydenta Białorusi można się było śmiać bezkarnie. Ponadto prezydent Rosji nie pokazywał traktorzystom jak prowadzić ciągnik, hokeistom jak jeździć na łyżwach, nie fałszował jawnie wyborów – no, i Rosja, w odróżnieniu od Białorusi, nie żebrała o pieniądze. W efekcie 5-XI-2021 JE Włodzimierz Putin zmusił zagonionego do kąta JE Aleksandra Łukaszenkę do podpisania „28 Porozumień” – w wyniku czego w 2023 roku Białoruś utraci wszelką samodzielność.

W tym momencie rozważania geopolityczne związane z Ukrainą tracą sens, bo i tak za rok będziemy mieć SZFR na granicy od Grodna do Brześcia. Jeśli natomiast FR wojnę przegra i pozycja JE Włodzimierza Putina ulegnie znacznemu osłabieniu, to JE Aleksander Łukaszenka bez żadnych wątpliwości uzna, że Porozumienia z 5 Listopada są nieważne, bo „wymuszone i podpisane przez Putina” (podobnie jak Kreml twierdzi, że gwarancje dane Ukrainie są nieważne, bo podpisane z p.Wiktorem Janukowyczem – a Jego władza została obalona nielegalnie!), że szefem ZBiRa jest On (a jeśli nie, to żaden ZBiR już nie istnieje…) i wrócą szczęśliwe czasy, gdy JE Aleksander Łukaszenka nie uznawał Donieckiej ani Łuhańskiej RL (a nawet aneksji Krymu!), nie uznawał niepodległości Abchazji ani Południowej Osetii – i przebąkiwał, że Białorusi należy się Smoleńsk i Briańsk (a może też Psków i Nowogród Wielki – bo człowiek ten ma wielką fantazję!) – podczas gdy na Kremlu rozważano, czemu bolszewicy niesłusznie przydzielili Białorusi Witebsk, Orszę i Homel.
To jest korzystne dla Polski – i będę to popierał nawet, gdyby JE Aleksander Łukaszenka był ludożercą.
A nie jest.

PS. Prawdopodobieństwo agresji Ukrainy na Polskę rośnie wraz ze wzrostem militarnej przewagi RU nad III RP. Rosja jest przewidywalna i Kreml wie, że w wypadku agresji odpowiedź będzie natychmiastowa – podczas gdy Ukraina nie jest przewidywalna i po sukcesie z Rosją mogłaby liczyć, że jest tak popularna na Zachodzie, że wszystko jej ujdzie…