0

M.J. Orłowski: Trwa absolutny festiwal KPIN z Polski! Ukraina testuje, jak słabi jesteśmy…

Share

Ile razy w przestrzeni publicznej mogliśmy usłyszeć, że „Rosja testuje NATO”? W ostatnich tygodniach należy do tych „testów” dorzucić jeszcze dwa kraje, a mianowicie – Ukraina testuje Polskę. Co przerażające testuje ją pod względem politycznej słabości, a wręcz nawet zapaści.

Jeśli ktokolwiek z czytelników zna moją twórczość z ostatnich lat, której tematyka powiązana była z kontaktami Polsko-Ukraińskimi bądź Polsko-Białoruskimi, to doskonale wie, że jestem absolutnym krytykiem tego, co wyprawiają politycy z praktycznie wszystkich stron sceny politycznej. Polski rząd od wielu lat nie ma żadnego pomysłu na to, jak budować relacje, ani tym bardziej jak je naprawiać na naszą korzyść. Nie pomaga też opozycja, która w znacznej mierze skupia się na dopowiadaniu, że „trzeba inaczej, bardziej proeuropejsko”.  Nie sądziłem jednak, że tak szybko dojdę do przekonania, że sprawa jest absolutnie przegrana i jedyne co można zrobić to opuścić ręce i pogratulować Ukrainie zwycięstwa w tej walce.

Ogłoszony dzisiaj plan odbudowy Ukrainy to tylko jeden z elementów tego upadku. To wisienka na torcie, który został upieczony na powolnym testowaniu, a następnie ogrywaniu polskich polityków w absolutnie każdej sprawie. To, że nasza flaga widniała przy regionie Donieckim można nawet potraktować jako „nagrodę pocieszenia”, bo równie dobrze można nas było dorzucić do obwodu Ługańskiego wraz z Czechami, Szwecją i Finlandią.

W tym przypadku trzeba jednak spojrzeć szerzej i dostrzec rzeczy o których szybko zapominamy, ze względu na nawał informacji, które dostajemy. Chodzi mi o słowa ambasadora Andrija Melnyka. Nie chcę tu wchodzić w komentowanie słów tego pajaca, bo inaczej nazwać go nie mogę. Warto jednak zwrócić uwagę na oświadczenie strony ukraińskiej i reakcję polskich władz. To co usłyszeliśmy z Kijowa to w zasadzie powiedzeniem – „oj tam, nie ma tematu”. Co na to Polscy rządzący? – „Ok, fajnie. To nie ma tematu…”. Tak w dużym skrócie można to opisać.

Ktoś za chwilę powie, że Polska nie ma prawa żądać odwołania Melnyka, bo Ukraina to suwerenny kraj… Otóż ma prawo! Co więcej ma obowiązek, zrobić to w sposób oficjalny i nieoficjalny. Oficjalnie powinien pójść jasny komunikat, że jeśli nie otrzymamy przeprosin i to bardzo konkretnych, a nie wymijających, to będziemy żądać odwołania. W sposób nieoficjalny powinniśmy pójść nawet krok dalej i nie bawić się w przeprosiny, tylko jasne komunikaty.

No tylko, że … to my jesteśmy „sługami narodu Ukraińskiego” i to Ukraińcy testują sobie polskie władze, jak mocno można ich upokarzać, aby ci nadal powtarzali bajki o „nowych rozdziałach w relacjach”.

Niestety, mam dziwne wrażenie, że to dopiero początek festiwalu. Na razie był pierwszy występ lokalnego zespołu, teraz wystąpiła gwiazda ale lekko podstarzała i zapomniana, a na występ absolutnego topu przyjdzie nam jeszcze poczekać…