0

„Płot Błaszczaka” dziurawy jak sito! Imigranci wdzierają się do Polski i koczują w lasach

Share

Zasieki z drutu są przecinane. W czwartek rano takie przejście odkryto koło Łapicz, a ze śladów wynikało, że przeszło nim kilkanaście osób – mówi w rozmowie z portalem WP.pl anonimowy mieszkaniec Krynek, niewielkiej miejscowości na Podlasiu.

Jak wynika z relacji świadków, płot który miał skutecznie powstrzymywać nielegalnych imigrantów przedostających się z terenu Białorusi, w żaden sposób nie spełnia swojej funkcji. Mieszkańcy przygranicznych miejscowości nie ukrywają, że mają wiedzę o tym, iż setki osób wdzierają się do kraju i koczują w pobliskich lasach.

Zasieki z drutu są przecinane. W czwartek rano takie przejście odkryto koło Łapicz, a ze śladów wynikało, że przeszło nim kilkanaście osób. Palili ognisko na terenie mojego sąsiada. Straż Graniczna nie zdołała ich odszukać. Odnaleziono palenisko i plecaki. Ludzie ci schowali się w lesie – relacjonuje mieszkaniec Krynek w rozmowie z WP.pl.

Wiedzą, że w razie zatrzymania straż graniczna odstawi ich z powrotem na granicę. Dlatego te grupy już nie pokazują się na drogach czy blisko zabudowań. Wcześniej często wychodzili na drogę, czekając na reakcję służb albo transport w głąb kraju. Teraz ukrywają się w lesie. Jest bardzo dużo patroli, więc będzie im trudno wyjechać poza obszar objęty stanem wyjątkowym – dodaje.

Mieszkający blisko granicy ludzie podkreślają, że kolejne decyzje rządu były znacząco spóźnione. Nielegalni imigranci przedostawali się do Polski masowo jeszcze w trakcie wakacji.

Jeszcze kilka tygodni temu migranci swobodnie przekraczali granicę. Bezpośrednio z linii granicy odbierali ich kurierzy i samochodami odwozili w głąb kraju. Słyszałem, że taksówkarze z Białegostoku brali 1000 dolarów za taki kurs. Płot, i to znacznie lepszy niż ten obecnie, powinien być postawiony przed wakacjami, gdy Białorusini zaczęli wysyłać migrantów Litwinom – stwierdza rozmówca.

 

Źródło: WP.pl