0

Szokująca spowiedź „Polskiego Fritzla” Krzysztofa Bartoszuka. „Jeśli córka przychodzi i rozpina mi rozporek, to co ja mam zrobić?”

Share

10 lat więzienia, taki wyrok początkowo usłyszał Krzysztof Bartoszuk spod Siemiatycz, nazywany określeniem „Polski Fritzl”. Po latach odsiadki okazuje się, że mężczyzna praktycznie nie widzi w sobie winy, którą zrzuca na córkę Alicję.

Przypomnijmy, we wrześniu 2008 roku dziewczyna zgłosiła się na polciję, aby opowiedzieć o trwającym przez lata koszmarze. 48-latek miał przez wiele lat ją gwałcić i zastraszać. Gdy rodziła mu dzieci, kazał je zostawiać w szpitalu.

Nikt nie był głodzony ani przetrzymywany. Ani w moim domu, ani mojej matki. Zrobili z nas bandytów w tabloidach. Dlatego nie chciałem rozmawiać z brukowcami, choć 10 tysięcy dawali – twierdził Krzysztof Bartoszuk w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Zwyrodnialec w rozmowie z dziennikarzami opowiadał o swoim życiu przed odsiadką. Jednym z elementów, który miał wywoływać u niego duże emocje było nieudane małżeństwo.

Rodzinę mam we Wrocławiu, w 84 r. pojechałem na wesele do kuzyna i wtedy ją poznałem. Pisaliśmy do siebie. Wyjechałem, bo tu z pracą nie za dobrze było. Teściowa wzięła mnie na biadolenie, pobraliśmy się. Mojej matce ona się nie podobała. Na początku było dobrze, tylko wódkę lubiła. Ale 15 lat dobrze nam się żyło. Raz lepiej, raz gorzej, jak to w małżeństwie. Pracowała w aptece i zaczęła się spotykać z koleżankami rozwódkami. Nie wracała na noc, jeździłem jej szukać po całym mieście. Jej matka powiedziała mi: „Złap ją za pysk i trzymaj, bo będzie bieda…” – twierdził.

Co przerażające, Krzysztof Bartoszuk od początku nie ukrywał, że dochodziło do jego relacji seksualnych z 16-letnią córką Alicją. Jednak nie widział w tym nic złego.

Zaczęło się niewinnie, nie wiadomo skąd, jak i kiedy. Jak człowiek ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę. Dziś wiem – to był mój błąd. Pomyślałem: może zrobię to raz i będzie spokój. Nie bronię siebie, to moja wielka głupota. Dziś bym ją za bety wziął, po twarzy raz, dwa razy dał i byłby spokój – twierdził.

Jeśli córka przychodzi i rozpina mi rozporek, to co ja mam zrobić? Przecież na policję sam na siebie nie doniosę. Żonie powiedziałem, żeby coś z tym zrobiła. Dwa razy w gębę jej przywaliła, za włosy wytargała, trochę spokoju było. A potem znowu się zaczynało. Wszystko to córki sprężyna. Zboczona seksualnie jest – dodał.

Według „Polskiego Fritzla” winna całej sprawie, a dokładniej wyjściu na jaw była córka oraz matka, które zgadały się, aby go „zniszczyć”.

To żony sprężyna, ukarać mnie chciała. Powiedziałem jej, że szykuję papiery do rozwodu. Jak byłem w Belgii, to miałem telefony z wiarygodnych źródeł, że u niej są zloty pijaków, że burdel w domu się zrobił – stwierdził.

Żebym miał dzisiejszy rozum, to bym wtedy córce majtki ściągnął, przewiesił przez taboret, porządnie zlał, tak, żeby się zeszczała i zesrała z bólu. Przynajmniej bym wiedział, za co siedzę. Dziś bym inaczej zareagował. Uległem dzieciakowi – dodał.